Blog
O co tyle hałasu?
Kristoff104
Kristoff104 Krzysiek jestem. Mięsożerca, lubię emitować CO2.
0 obserwujących 151 notek 62375 odsłon
Kristoff104, 21 maja 2014 r.

Jaka piękna książka!

 

Przyjemnie jest patrzeć na to, jak się rozwija Rafał Ziemkiewicz. Jego książki to od samego początku (jeszcze w czasach fantastyki, z których lubię sobie powtarzać „Pieprzony los kataryniarza”) były dzieła dojrzałe. Dojrzałe i przemyślane. Jednak, jeśli tak jak ja, jest się uważnym ich czytelnikiem, trudno nie zauważyć, że autor osiąga wciąż wyższe poziomy, i każdy kolejny etap jego twórczości oznacza jakąś poprawę. Tezy, które były trafne, autor rozwija i wypowiada je prostszymi słowami, do ślepych zaułków nie wraca. Jego recepta na analizę politycznej rzeczywistości doskonali się ustawicznie. Postęp widać nawet na poziomie języka. Jest to z każdym etapem lepsza i piękniejsza polszczyzna. Jest zarazem Ziemkiewicz autorem formułującym wyraziste i budzące skrajne emocje opinie.
Nie inaczej jest z najnowszą jego książką z serii „publicystycznej”, „Jakie piękne samobójstwo”, choć tym razem temat jest historyczny i nie budzi w czytelniku już takich wielkich emocji. Tym razem na tapecie mamy bowiem — zarysowane z rozmachem — czasy drugiej wojny światowej i lata tuż przed nią, poddane analizie pod kątem podejmowanych wtedy przez polskich przywódców decyzji. Ocena i wnioski są typowe dla Ziemkiewicza — wyraziste, pisane pod prąd, ciekawe, ale i dobrze przemyślane i znakomicie udokumentowane. I niestety, niewesołe.
Właściwie to chyba przesadziłem z twierdzeniem o niewywoływaniu emocji. Być może w przypadku młodszego czytelnika, jak ja, jest to prawda. Gdyby jednak pokazać książkę komuś starszemu, kto w cieniu tej historii dorastał; albo gdyby ktoś jeszcze starszy, kto być może i widział część tego koszmaru, usłyszał np. jak próbuje mu się wykazać, że postawienie się Niemcom w roku 1939 było z punktu widzenia polskich interesów posunięciem skrajnie nieodpowiedzialnym, albo że wywołanie powstania w Warszawie w 1944 roku oznaczało posłanie na śmierć tysięcy osób zupełnie bez celu, i tylko osłabiało i tak już nieciekawą pozycję Polaków — no cóż, wtedy spodziewałbym się nawet i bardzo emocjonalnej reakcji. Ja już tak mocno bym tego nie przeżywał, ale nie mogę powiedzieć, by „Jakie piękne samobójstwo” pozostawiało mnie zupełnie obojętnym. Tym bardziej że analiza jest gorzka, bo i większa część wspomnianych działań zostaje przez autora oceniona bardzo źle. Tamte czasy, jak wiemy, ustawiły porządek świata na wiele wiele lat, wpłynęły również na czasy współczesne. Są wreszcie „lekcją na przyszłość”, niestety właściwie w całości nieodrobioną. Takie wnioski chyba muszą poruszyć każdego, kto się interesuje losami własnego kraju.
Mniejsze emocje widać za to w sposobie pisania. Wcześniej, np. w „Polactwie” mogliśmy znaleźć taki tekst: „I o tym właśnie tu piszę. Kto chce, niech czyta. A kto nie chce, niech się łaskawie raczy zmusić, bo do kurwy nędzy, piszę o rzeczach ważnych, i nie napisze wam o nich nikt inny!”. Tym razem podobnej ekspresji nie uświadczymy. Język jest bardziej rzeczowy (pozostaje jednak barwny, proszę się nie obawiać). Podejście Ziemkiewicza jest tu bliższe podejściu naukowca, który badanym obiektom (owadom, dajmy na to) poświęca uwagę, ale robi to z dystansu, i bez żalu w razie potrzeby wykonuje wszelkie sekcje i sprzedaje stare, opisane już eksponaty po to, by kupić inne, albo pojechać na kolejną wyprawę badawczą.
Oczywiście, w tym przypadku mamy do czynienia z badaczem, który tematem swoich dociekań żyje i który budując swoją wiedzę wykonał ogromną pracę — dzięki temu dostajemy do ręki książkę fascynującą. Opowiedziany proces historyczny to mnóstwo konkretnych informacji: fakty, daty, cytaty ze wspomnień i dzienników, liczby. Sam ten opis sprawia, że książka warta jest każdej wydanej na nią złotówki.
Ja oczywiście nie podejmuję się recenzować tej wiedzy od strony naukowej. Zwyczajnie nie znam się na tyle, by umieć powiedzieć czy Ziemkiewicz się myli podając fakty, i ile razy. Na pierwszy rzut oka widać jednak, że złapać go na nieścisłościach, a tym bardziej uzasadniać czymś podobnym polemikę, będzie bardzo trudno. Na premierowym spotkaniu w Hybrydach Dariusz Baliszewski mówił zresztą, że rzecz niekoniecznie w podanych faktach, co do których raczej nie ma się o co spierać, ale w ich rozumieniu. Myślę że wysiłek, włożony w zrozumienie historii, każe przynajmniej spróbować wziąć twierdzenia Ziemkiewicza poważnie pod uwagę.
A na opisie kawałka polskich dziejów Ziemkiewicz nie poprzestał. Posłużył się nimi do wyciągnięcia konkretnych wniosków. Nie uniknął oczywiście „gdybania”, ale jest to zawsze coś innego niż pisanie alternatywnego scenariusza. Autor zrobił w tej mierze rzecz arcyciekawą. Wyszedł mianowicie z bardzo rozsądnego założenia, że oceniać decyzji podjętych w przeszłości nie można biorąc pod uwagę wiedzę, jaką mamy obecnie na temat skutków tych decyzji, bo gdyby ktoś na pewno wiedział, że — przykładowo — przystępując do wojny albo wchodząc w taki a nie inny sojusz skazuje własny kraj na zagładę (czy to jako państwo, czy wręcz na biologiczną likwidację dużej części mieszkańców), to pewnie podjąłby decyzję odwrotną. Decyzji nie podejmuje się przecież nigdy dysponując pełnymi danymi oraz do tego wiedzą na temat przyszłości. Zatem decyzję przeszłą możemy ocenić jako słuszną bądź nie, tylko stawiając siebie na miejscu tej osoby, której postępowanie analizujemy. Temu właśnie służy u Ziemkiewicza drobiazgowe ustalenie faktów. Co wiedział omawiany polityk w danym momencie? Co mógł wiedzieć albo co musiał podejrzewać? Czy postępował zgodnie z regułami, z jakimi powinno prowadzić się politykę? A może kierował się zupełnie innymi kryteriami? Jakimi? Dlaczego były one właściwe czy nie?
Nie brakuje też „po drodze” pytań innych, np. skąd się wzięły takie a nie inne elity państwa polskiego w latach trzydziestych i co ukształtowało ich sposób postępowania i myślenia.
Na te i na szereg innych pytań padają oczywiście odpowiedzi, nie po to jednak piszę o tej książce, by je streszczać, lecz by polecić lekturę. Co czynię z pełną szczerością, gdyż mamy tu do czynienia z dziełem niezwykle dopracowanym, kapitalnie napisanym (przeczytałem w 2 dni, i to z papieru!). No i ważnym. „Jakie piękne samobójstwo” to jedna z tych książek (nie pierwsza zresztą w repertuarze Ziemkiewicza), które każdy Polak czujący się patriotą powinien przeczytać.
Dodam jeszcze, że w ślad za pracą autora idzie opracowanie tomu przez wydawnictwo. Pamiętam jeszcze pierwszą rzecz, jaką Fabryka Słów wypuściła na rynek — „Kroniki Jakuba Wędrowycza”. Tam od najrozmaitszych błędów, od ortograficznych po najkoszmarniejsze literówki, aż się roiło — średnia gdzieś na poziomie Onetu.
Jakie piękne samobójstwo” dowodzi, że tamte czasy dawno minęły. Książka prezentuje się ładnie i po prostu porządnie (dostępne jest wydanie szyte, z twardą oprawą i zakładką), do typografii i układu graficznego nie mam zastrzeżeń, a błąd znalazłem bodaj jeden, a i jego nie jestem pewien (raz napisane jest „TVN Historia” a wydaje mi się, że powinno być „TVP Historia”; przy czym po przeprowadzeniu krótkiej ankiety wśród facebookowych znajomych dowiedziałem się, że kiedyś istniało coś, co w nazwie „TVN Historia” miało). Przyjemnie trzymać to w ręce, przyjemnie na to patrzeć.
Czyli: wad nie znalazłem. Polecam czytanie, rozmyślanie i polemiki. A sam mogę tylko rzec jeszcze raz: „Jaka piękna książka!”
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Kontakt:
napisz do mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autor Niby zabawny żarcik, ale jest drugie dno: cyfry pisane po arabsku naprawdę są jednak...
  • @KAZJOD 23:13 Wiadomo że tutaj nie ma bezpośredniego przełożenia zarobków polityków na...
  • @CZUBAS >>Kto dostaje podwyżkę w firmie po pół roku pracy? Mi się zdarzyło ze dwa razy....

Tagi

Tematy w dziale